Laudetur Iesus Christus!

 

   Najważniejsze wydarzenia z marcowego wyjazdu Polaków na Węgry to Msza Święta w Bazylice św. Stefana w Budapeszcie, modlitwa za Węgrów oraz merytorycznie bogate kazanie wierzącego kapłana rzymskokatolickiego – Ks. Leopolda Powierży, michality.

   Z hojnością prześlijmy poniższy link Polakom żyjącym w kraju i za granicą – dobre słowo niech biegnie i owocuje!:

http://sacerdoshyacinthus.wordpress.com/2013/04/08/ks-leopold-powierza-csma-kazanie-16-03-2013-bazylika-sw-stefana-budapeszt-video/

   Informacja techniczna: Przy dobrej jakości łącza internetowego możemy poprawić jakość odbioru nagrania. Po rozpoczęciu odtwarzania, w prawym dolnym rogu ekranu klikamy ikonkę „Zmień jakość” (czwartą od prawej) i klikamy jakość 360p.

Kazanie ks. Leopolda Powierży CSMA

wygłoszone 16 marca 2013

w Bazylice Św. Stefana w Budapeszcie

 

Chwała Tobie, Królu Wieków!

Jezu Chryste, nasz Panie! Z Twojej woli dziś możemy modlić się w tej przepięknej świątyni, którą Węgrzy wznieśli na uczczenie Najświętszego Sakramentu i wielkiego strażnika Najświętszego Sakramentu, świętego Stefana – Ojca chrześcijańskich Węgrów; bo święty Stefan jest święty dla Węgrów, którzy wierzą w Boga.

Po Mszy Świętej wraz z kapłanami przejdziemy do relikwii św. Stefana, aby w ciszy modlić się: „Święty Stefanie, królu, który broniłeś i krzewiłeś wiarę w Jezusa Chrystusa, prosimy Cię, przyczyń się za Narodem Węgierskim, przyczyniaj się za Polakami!”.

Zobaczcie Polacy, oto piękna świątynia, oto bazylika, katedra. I nikomu z miejscowych włodarzy nie przyszło do głowy, aby usunąć Pana Jezusa z Tabernakulum, aby schować Tabernakulum gdzieś na bok. Tu jest Jezus Chrystus, nasz Pan – na swoim miejscu! On jest osią historii, On jest centrum naszym! Jezus Chrystus w tej świątyni węgierskiej jest Panem swego domu, a nie intruzem wyprowadzonym gdzieś na bok! I to jest pierwsza nauka dla nas Polaków, abyśmy nie pozwolili sobie usuwać Jezusa Chrystusa na bok. Ta prosta nauka jest zrozumiana przez każdego z nas, kto ma dobrą wolę, kto jest rzymskim katolikiem.

Jakże musi być mądry biskup tej diecezji, który swój tron umieszcza na boku, tak jak nasz prymas, Sługa Boży Kardynał Wyszyński, nie pragnął umieszczania swego tronu w centrum, bo tam jest miejsce Chrystusa. A ileż chwały dla tego, który potrafi uniżyć się przed Chrystusem!

Wróćmy do owej myśli, że uniżenie przed Bogiem dla nas, Polaków, stało się na powrót centralną kwestią kultury. My, Polacy, kiedy zaczynamy wypierać Boga z centrum, zaczynamy karłowacieć duchowo. Zaczynamy się sami ośmieszać, sami sobie odbieramy cześć należną nam, niszczymy ją. A kiedykolwiek stawiamy Chrystusa w centrum, czynimy tak, jak czynił św. Stefan. On wiedział, że nie może istnieć państwo węgierskie bez Chrystusa. Wiedział, że im bardziej uniży się przed Bogiem, tym bardziej jego królestwo będzie wyniesione i znane w świecie. I tak ta myśl świętego Stefana owocowała w całej Europie. Nawet wielkie opactwo we Francji w Cluny „zazdrościło” pobożności świętemu Stefanowi i niektórzy ze świętych, błogosławionych opatów z Cluny pisali do św. Stefana, prowadzili z nim korespondencję. Centrum duchowe i intelektualne świata, jakim było wtedy opactwo w Cluny, radzi się króla węgierskiego. A skąd ta mądrość u niego? Z uniżenia przed Bogiem!

I jeszcze raz powtórzmy sobie: kiedy nasza polska myśl przyjmie Boga, uniży się przed Bogiem, zawierzy się Bogu, wtedy żadna obca myśl nie będzie nad nami panować. Żaden obcy interes nie będzie niszczył naszego dziedzictwa. I powróci miłość i szczęście, i szacunek dla ludzi pracy – kiedy myśl polska będzie zawierzona Jezusowi Chrystusowi, który nosi, szczególnie w brewiarzu kapłańskim, tytuł Króla Narodów.

Otóż brewiarz kapłański, modlitwy kapłańskie nieustannie w swoich antyfonach, w swoich tekstach nazywają Jezusa Chrystusa Królem Narodów. Zatem, czyżby ci wielcy kapłani, którzy odmawiają królewskiej godności Chrystusowi, nie modlili się modlitwami kapłańskimi?

Tak, kochani. To jest mądrość, to jest zaszczyt tej świątyni. To jest nauka tych murów, to jest nauka tej przestrzeni świętej, zamkniętej w tych murach. Wchodząc do tej świątyni, uczymy się wiary. Wielu z nas zauważyło, że wejście do tej świątyni sprawia, że w niej czujemy się bezpieczni, w niej czujemy się jak w najpiękniejszych, nie zniszczonych jeszcze polskich kościołach. A ileż tych kościołów zostało? Niewiele!

I zobaczcie, że kiedy Naród Węgierski zapisuje w swojej konstytucji „Boże, błogosław Węgrów” staje się natychmiast narodem sławnym na całym świecie. I my z tego, a nie innego powodu – pierwszego powodu! – tutaj przyjeżdżamy. Boże, błogosław Węgrów! (oklaski, ksiądz ucisza gestem). I to „Boże, błogosław Narodowi Węgierskiemu!” – widzimy, że to wydaje owoce prawdziwe. Powrót do szacunku dla ludzi pracy, powrót godności pracy i powrót wszystkich innych wartości. Oto ten naród staje się dla nas dzisiaj narodem nauczycielskim – on nas uczy! Jeżeli mówimy, że „dał nam przykład Bonaparte”, to dziś możemy powiedzieć, że dała nam przykład konstytucja węgierska, która tak jest niszczona w dzisiejszej „tej organizacji europejskiej”, jest tak atakowana za to jedno zdanie: „Boże, błogosław Węgrów!”.

I oto słyszeliśmy, że są ci, którzy Jezusa chcieli zabić. I pytamy retorycznie: „Którzy to są, którzy Jezusa chcą zabić?”… Już narasta ta atmosfera Wielkiego Postu, morderstwa Syna Bożego – zabić, zniszczyć Go, niech nie mówi, że ludzie mogą być wolni, niech nie mówi, że ludzie mogą mieć nadzieję zbawienia! A więc – zabić Jezusa! I oni prześladują swój własny naród, naród Izraela, na który rzucają kalumnie, między innymi takie: „A ten tłum, który nie zna prawa, jest przeklęty” (J 7, 49). I na nas też tak mówią i mówią tak na Węgrów: „A ten tłum, który nie zna prawa”. Jakiego prawa? My znaliśmy prawo sowietów i teraz mamy znać prawo, to inne? Prawo, które zabija rodzinę, zabija człowieka w jego narodzeniu i w wieku starszym? Tego prawa nie chcemy znać! (oklaski) I nie boimy się tego oskarżenia, że jesteśmy tłumem, który nie zna prawa. My cieszymy się Jezusem Chrystusem, który jest Królem Narodów i On jest gwarantem wszelkiej praworządności, prawomyślności. Jezus Chrystus! W Jego Krzyżu, w Jego Najświętszej Ofierze może się wszystko odrodzić. On jest źródłem życia u wszystkich na nowo odnawiających się przez Najświętszy Sakrament oczyszczający każdego z nas. Każdego z nas, nawet w najgłębszym upadku, Jezus Chrystus odnawia, kiedy Mu oddamy całe serce, ale całe serce! Jest to ten warunek – oddać Chrystusowi siebie w całości!

Tak, kochani. Dobrze, że słuchacie. Niekoniecznie trzeba klaskać. Trochę klaskanie jest takie… Nie dla mnie… Ja lubię klaskać też, ale ta świątynia troszeczkę chyba nie lubi klaskania. Ale to nie jest taka mocna uwaga, tylko taki retusz delikatny, bo naprawdę jesteśmy w królewskiej świątyni. Bym powiedział, no… Brak mi określenia. We wspaniałej świątyni, gdzie nawet podniesiony głos kaznodziei jest niejako gwałtem na tej świętej ciszy, która rodzi wiarę. Jest to piękno. Ale nie przyjmijcie tego, jako jakiejś ostrej reprymendy, czy uwagi.

Właśnie…, wspominając niedawno Żołnierzy Wyklętych, wspominając również bohaterów powstań węgierskich, wiemy, że nie tylko chodziło o byt polityczny, nie tylko chodziło o niezależność ekonomiczną, intelektualną, ale wspomnienie tych bohaterów, to wspomnienie wysokiej kultury, która dzisiaj jest jakoś wygnana z naszych narodów. Obawiam się, że nawet bardziej wygnana u nas, Polaków. I wspomnienie tych bohaterów… – oni walczyli właśnie również w imię tej wysokiej kultury!

Zobaczcie! Idziemy gdzieś tam, na posiłek. Idą księża. Młode studentki pozdrawiają nas – no, nie mogliśmy uwierzyć – mówią do nas: „Laudetur Jesus Christus!” No, nie! No, niemożliwe! To jest początek kultury: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”. To jest początek niezależności. To jest początek godności kobiety i mężczyzny. To jest początek poczucia rękojmi zbawienia, że jesteśmy dziedzicami zbawienia, że idziemy tam – ku Bogu! „Laudetur Jesus Christus!”.

My możemy się pozdrawiać, owszem, innymi dziewiętnastowiecznymi pozdrowieniami – to nie jest złe, to też jest miłe, prawda – dobry wieczór, dzień dobry, do widzenia, buona sera, i… buona, buona… Natomiast my, rzymianie, my należący do kręgu kultury rzymskokatolickiej, mówimy: „Laudetur Jesus Christus!”, „Laudetur Sancta Maria!”, „Laudetur Sancta Trinitas!”. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!, Niech będzie pochwalona Najświętsza Maryja Panna!, Niech będzie pochwalona Trójca Przenajświętsza! Kochani, to jest wołanie do nas.

Tę siłę prowadzącą nas ku wyzwoleniu się spod tej czapy, spod tej zastygłej plugawej lawy, którą nas dziesiątki lat gnębiono, w Polsce przejmuje Krucjata Różańcowa, której przedstawicieli tutaj mamy. Dziesiątka różańca za Ojczyznę – cicha, skromna… – jest niezwykle skuteczna! Jeszcze raz: ludzie Krucjaty to ludzie niezwykle trzeźwi. Ludzie Krucjaty nie traktują Krucjaty, jako trampoliny do wybicia się i wyskoczenia na wyższe stanowiska. U nas nie ma zbyt wielu generałów. U nas nie ma zbyt wielu dowódców. U nas wszyscy są dowódcami, generałami, którzy się modlą. Bo Krucjata to modlitwa za naszą Ojczyznę. To jest wspomnienie króla Jana Kazimierza i jego ślubów, żeby się one wypełniły. Później – „Ślubów Jasnogórskich”.

Święty Stefan zawierzył swój kraj Maryi, nadając Jej tytuł, przepiękny tytuł: Magna Domina Hungarorum – Wielka Pani Węgier. A my mówimy: Regina Poloniae – Królowa Polski. Kochani, niech te proste wezwania obudzą w nas rycerskość naszych przodków. Nie jest to walka na miecze, nie jest już to walka inna, jest to walka niezwykła, walka duchowa, zderzenie kultur, jest to straszliwa walka na śmierć i życie, gdyż wróg nasz jest w Polsce, wróg, którego nie można gdzieś umieścić na jednej uczelni, czy w jednej partii, czy gdzieś tam… Wrogowie nasi są rozpoznawani w naszych rodzinach, w naszych szkołach, w naszych miejscach pracy, w naszych parafiach, na naszych plebaniach, wszędzie – w szpitalach, w służbach mundurowych… Ten podział idzie wyraźny na ludzi o tej niezwykłej kulturze rzymskokatolickiej i na „pohańców”, którzy zawsze mieli za zadanie zmiażdżyć Węgrów i zmiażdżyć Polaków, jako tych, których Papieże nazywali antemurale christianitatis. Przedmurzem chrześcijaństwa nazywano i Węgrów, i Polaków. Oni – wrogowie – chcą zmiażdżyć w nas te bastiony wysokiej kultury. Nie możemy sobie na to pozwolić, dlatego musicie ufać sile Różańca! Musicie ufać tej sile duchowej opieki Najświętszej Maryi Panny!

Wróćmy – jeszcze dwa, trzy słowa, bo na raz nie da się wszystkiego powiedzieć. Zobaczcie, premier Węgier. Premier Węgier… – tutaj troszeczkę prowokuję. Ale jeden z premierów Węgier, Károly Huszár, przed II wojną światową przyjechał do Polski. W roku 1937 był w Prezydium Międzynarodowego Kongresu Chrystusa Króla w Poznaniu, na który przyjechały wszystkie środowiska rzymskokatolickie z całej Europy, a on był przedstawicielem rzymskich katolików z Węgier. Ich premier nie wstydził się… To byli wolni ludzie, to były wolne państwa, to były wolne rządy! Nie wstydził się Chrystusa, nie wstydził się swojej wiary. Jechał z dobrą duszą, z czystą duszą, modlić się razem z Polakami, modlić się do Chrystusa Króla! Gdzież te czasy, gdzież pamięć? Gdzież pamięć o słynnych kapłanach węgierskich, kaznodziejach? Biskup Tihamér Tóth, Biskup Ottokár Prohászka – gdzież pamięć o nich i o wielu innych, a szczególnie o tych kapłanach węgierskich, przez których parafie, domy parafialne w czasie II Wojny Światowej przechodziły dziesiątki tysięcy polskich żołnierzy i Polaków? Szybko zapominamy o tej potędze pomocy nam. Nasze przedstawicielstwa, nasze władze nas tego nie uczą, „wycinają” tę treść naszej przyjaźni, która nie była gołosłowna – to były wielkie czyny i ofiara Węgrów na co dzień. Prowadzili dla nas ci księża i inni ludzie polskie szkoły – dla polskich dzieci. Tu, na Węgrzech! I kochani… nie tylko wspominajmy te „szklanki” i te inne „bratanki”, bo to też jest fajne, miłe, biesiadne, ale trzeba nieco głębiej zaczerpnąć z potężnej historii przyjaźni między naszymi narodami.

Przez dwa lata czytałem o tej przyjaźni, studiuję tę przyjaźń i patrzę, że jestem na początku moich studiów. A więc kochani, dotykamy spraw pięknych, świętych, wspaniałych. Dotykamy spraw prawdziwych, dlatego, że my w Polsce jesteśmy spragnieni prawdziwości, uczciwości. W Polsce wszyscy są mistrzami podejrzeń. W Polsce jakby ktoś nas nauczył mistrzostwa w podejrzewaniu, nie ma już nic uczciwego. Tutaj tej uczciwości się uczymy – u tych Węgrów właśnie.

I kochani, jeszcze jedna myśl. Kochani bracia i siostry w Chrystusie Panu! Mówi się, że tam, gdzie nie można liczyć na sprawiedliwość, rodzą się cnoty odwagi i wiary. I niech po powrocie do naszej Ojczyzny, kiedy nie będziemy mogli znaleźć sprawiedliwości, niech się rodzi polska odwaga i polska wiara. Tak, jak nie mogli jej, tej sprawiedliwości, odnaleźć Konfederaci Barscy – nasi powstańcy, tak mocno zapominani przez nas, tzw. prawicowców. Nie wolno o nich nam zapominać! To byli pierwsi nowożytni patrioci! Oni stworzyli pierwsze pieśni patriotyczne:

 

Nigdy z królami nie będziem w aliansach.

 

Stawam na placu z Boga ordynansu,

Rangę porzucam dla Nieba wakansu,

Dla wolności ginę, wiary swej nie minę,

Ten jest mój azard.

 

Tak mówili Polacy prawdziwi, którzy szli czasem na pewną śmierć. Dziś robią kariery historyczne ci, którzy ich oczerniają, bardzo szybko zdobywając tytuły naukowe. Im bardziej pluje się na nich, tym szybciej się awansuje. A kto ich broni…

Jeżeli nie spotkamy sprawiedliwości w naszej Ojczyźnie, niech nie gaśnie nasz duch! Bo tam właśnie, gdzie nie ma sprawiedliwości, rodzi się odwaga i wiara! Amen.

.

.